Dom Wincentego Witosa w Wierzchosławicach, fot. K. Schubert, MIK 2018 ©

Pałac Pusłowskich w Krakowie

Krakowska siedziba rodu Pusłowskich to miejsce tyleż piękne, co tajemnicze. Może zafascynować zarówno tych, którzy chcą odnaleźć tu pozostałości wspaniałej kolekcji tworzonej przez przedstawicieli kilku znanych rodów, jak i miłośników zagadek kryminalnych oraz mrocznych historii z duchami w tle. Nim do tego dojdziemy, zapoznajmy się jednak z dawnymi mieszkańcami tej malowniczo usytuowanej przy plantach willi.

 

Sawa Pusłowski – ostatni krakowski arystokrata
Hrabia Franciszek Ksawery Pusłowski (18751968), przez rodzinę i przyjaciół najczęściej nazywany pieszczotliwie Sawą, zapisał się w pamięci współczesnych sobie krakowian jako jedna z najbardziej fascynujących osobowości, a nawet „osobliwości” miasta pierwszej połowy XX wieku. Choć przez większość życia z wielką miłością oddawał się przede wszystkim literaturze i ogrodnictwu, to jednak zapamiętany został głównie jako wysokiej rangi dyplomata, kolekcjoner i twórca jednego z najciekawszych salonów Krakowa. A salon ów, zlokalizowany w pięknej willi przy ul. Westerplatte 10 (niegdyś Kolejowej, później Potockiego, a przez chwilę także Stalina), odziedziczonej przez Ksawerego po rodzicach Zygmuncie i Marii z Moszyńskich, trwał – choć trudno w to uwierzyć – aż do późnych lat 60. XX wieku, mimo siermiężnej atmosfery PRL-u. Co więcej, to właśnie w okresie powojennym, mając lat 70, Franciszek Ksawery rozpoczął pierwszą w życiu pracę zarobkową. Doskonała znajomość kilku języków europejskich sprawiła, że mógł zostać tłumaczem, a później lektorem języka angielskiego na krakowskich uczelniach. Warto tu dodać, że w młodości studiował prawo, filozofię i historię sztuki (jednak żadnego z tych kierunków nie ukończył).

Czarkowy – utracone dziedzictwo
Rodzina Pusłowskich dzięki trafnym inwestycjom i przemyślanym mariażom pomnażała majątek przez kilka pokoleń, by wreszcie w 1869 roku dojść do arystokratycznego tytułu hrabich, który przyznał Pusłowskim sam papież Pius IX. Działo się to mniej więcej w czasie, gdy Zygmunt Pusłowski powrócił do Polski z Francji, gdzie się urodził i otrzymał gruntowną edukację. Wkrótce w wyniku podziału majątku Zygmuntowi przypadł w udziale piękny pałac w Czarkowach na Ponidziu wraz z żyznymi polami uprawnymi i kopalnią siarki, która zatrudniała w najlepszych czasach 120 robotników. Pałac ten był w poprzednich wiekach znaczącym ośrodkiem polskiego arianizmu. Za rządów Zygmunta i Marii Pusłowskich Czarkowy stały się nie tylko ulubionym celem wycieczek artystów i intelektualistów zaprzyjaźnionych z rodziną, ale przede wszystkim miejscem, w którym małżonkowie zgromadzili swoje odziedziczone po rodzicach kolekcje dzieł sztuki. Pałac w Czarkowach został spalony w 1914 roku przez wojska rosyjskie, ale na szczęście Pusłowscy zdążyli już wówczas przenieść część kolekcji do swojego drugiego domu w Krakowie.

Willa na Wesołej
Pomimo wielkiego przywiązania do Czarkowów państwo Pusłowscy potrzebowali miejskiej rezydencji, choćby po to, by można stąd było posyłać do szkół dorastających synów. W 1885 roku Zygmunt Pusłowski zdecydował się na zakup willi, którą postanowili dostosować do swoich potrzeb, aby móc w niej zamieszkać i pomieścić wciąż pęczniejące zbiory sztuki. Przebudowy podjęli się architekci Tadeusz Stryjeński i Władysław Ekielski. Powstała zgrabna willa, stylem nawiązująca do genueńskiego renesansu. Gości zachwycała szczególnie wewnętrzna klatka schodowa, gdzie nad dębowymi rzeźbionymi schodami umieszczono kilka gobelinów z kolekcji marszałka Francji, księcia Franciszka de Créqui, zaprojektownych najprawdopodobniej przez Charles’a Le Bruna. Pałacowa jadalnia została wyposażona w gdańskie meble, porcelanę z Delft, kolumny z rozebranej wówczas kamienicy przy Kanoniczej z przełomu XV i XVI wieku, strop z jednej z kamienic przy Małym Rynku i ozdobną kratę, pochodzącą z wileńskiego klasztoru. Bibliotekę wypełniły liczne zabytkowe książki, w tym iluminowane średniowieczne rękopisy i inkunabuły. Kaplicę pałacową ozdobił późnogotycki tryptyk oraz rzeźba nagrobna przedstawiająca matkę Zygmunta, Genowefę z Druckich Lubecką. Na ścianach pałacu zawisły zarówno obrazy znanych mistrzów malarstwa dawnego: Adoracja Dzieciątka Lorenza Lotta, Rzeź niewiniątek Lucasa Cranacha czy Duch ojca ukazujący się Hamletowi Eugéne’a Delacroix, jak i współczesnych Pusłowskim: Jana Matejki, Olgi Boznańskiej, Jacka Malczewskiego, Józefa Mehoffera i wielu innych.

 

Stary Puś
W kręgach zaprzyjaźnionych z rodziną krążyło wiele anegdot o Zygmuncie Pusłowskim. Jedni mówili, że jest dziwakiem, który wierzy w duchy i je wywołuje, drudzy, że na całe dnie zamyka się w swojej alchemicznej pracowni i nie wiadomo, czym się tam zajmuje. Nic więc dziwnego, że Franciszek Salezy Potocki, właściciel pałacu przy Rynku Głównym w Krakowie, tak oto pisał o okolicznościach śmierci Zygmunta Pusłowskiego:

„Dziwna rzecz się stała w noc śmierci pana Zygmunta Pusłowskiego, starego okultysty, który miał w swym pokoju, napełnionym przeróżnymi starożytnościami, prawdziwego kościotrupa ubranego w kontusz. Kościortup ten miał jakoby różne cuda podczas seansów wyprawiać, ale to było jeszcze przed moim czasem. Wuj Puś był dla mnie zawsze bardzo łaskaw i dużośmy razem gawędzili. Gdy był chory w lecznicy odwiedzałem go stale, a gdy stan się pogorszył, poszliśmy z Agą do lecznicy, by z jego rodziną być obecnymi przy jego ostatnich chwilach. Ale raptem nastąpiło polepszenie i dr Surzycki wszystkich nas poodsyłał do domu, twierdząc, że obawy chwilowo nie ma. Była późna noc, gdy wróciliśmy do domu i po przegryzieniu jakiejś zimnej przekąski już mieliśmy się kłaść do łóżka, kiedy nastąpił bardzo silny, suchy trzask, jakby rozdzieranej dużej sztuki materii jedwabnej. Tak silny, że obudził jedno z naszych dzieci śpiące w sąsiednim pokoju i które jęło płakać. Zaraz pomyśleliśmy – wuj Puś umarł. Poleciałem do lecznicy i w istocie był przed pół godziną skonał. Prawie zupełnie analogiczny fenomen zdarzył się tejże nocy u Etusi Esterhazy”.

W istocie Zygmunt Pusłowski był człowiekiem o dużej wrażliwości, ogromnej erudycji i niezwykle szerokich zainteresowaniach. Kiedy widział potrzebę stawał się mecenasem sztuki, fundował paryskie stypendia dla uczniów Matejki, Wyspiańskiego i Mehoffera, także siostrzeńcowi żony, Karolowi Hubertowi Rostworowskiemu, opłacił studia muzyczne w Lipsku.

Krakowski Arsène Lupin dopuszcza się włamania i kradzieży słynnego obrazu z kolekcji hrabiego Pusłowskiego donosił reportażysta „Tajnego Detektywa”  
Zygmunt za przykładem przodków kolekcjonował dzieła, za to jego syn, jedyny spadkobierca kolekcji (wszyscy jego bracia zmarli przedwcześnie) swoją misję widział w udostępnianiu zbiorów. W latach 30. aż dwukrotnie otwierał swój dom dla publiczności, organizując ciekawe wystawy ze zbiorów własnych oraz zaprzyjaźnionych kolekcjonerów i muzeów. Jednak to nie podczas tych pokazów stracił (na szczęście na krótko) bodaj najcenniejszy z obrazów w swojej kolekcji. Wydarzyło się to w leniwe niedzielne popołudnie 1 października 1933 roku. Stanisław Kania, krakowski introligator ‒ z którego usług od czasu do czasu korzystał Franciszek Ksawery – sam lub w towarzystwie swoich współpracowników, dostał się pod nieobecność właściciela i służby do willi przy ul. Kolejowej. Łupem padł wówczas cenny obraz Adoracja Dzieciątka z 1508 roku, autorstwa weneckiego artysty Lorenza Lotta. Wartość rynkową dzieła szacowano wówczas na niebagatelną sumę 50‒100 tysięcy zł (solidna pensja w II Rzeczpospolitej to ok. 250 zł, a obiad w restauracji można było zjeść już za złotówkę). Złodziej zapewne wiedział, że trudno mu będzie niepostrzeżenie umknąć z obrazem, zatknął go więc w wyłom muru ciągnącego się nieopodal Ogrodu Botanicznego, wzdłuż ul. Okopy. Traf chciał, że trzy tygodnie później przy tym murze odpoczywały dwie robotnice zatrudnione przy likwidacji wałów fortecznych. Jedna z nich, Zofia Berowska, spostrzegła wtedy wystający fragment ramy obrazu i przy pomocy drutu ściągnęła z niej płótno. Obraz zabrała do domu w Zalesiu pod Kobierzynem i powiesiła w izbie nad łóżkiem dzieci. Pół roku później brat Zofii przyjrzał się obrazowi uważniej i postanowił go wycenić. Wraz z matką udał się do jednego z krakowskich antykwariatów, należącego do Saula Horowitza przy ul. Wiślnej w Krakowie. Tam obraz zauważył częsty gość antykwariatu, artysta malarz Stanisław Pochwalski, który doskonale znał hrabiego Pusłowskiego i jego kolekcję. Natychmiast powiadomił właściciela o cudownym odnalezieniu, choć policja była już na tropie zaginionego dzieła. Kilka lat później Franciszek Ksawery podarował ten obraz swojemu chrześniakowi Markowi Rostworowskiemu, a ten odsprzedał je Muzeum Narodowemu w Krakowie.

 

Ostatnie lata życia Sawy, przejmowanie domu i kolekcji przez Muzeum UJ
Ksawery, mimo swoich 85 lat, nadal prowadził młodzieńczy tryb życia i pewnie w głębi serca nie potrafił się pogodzić ze starością. Konsekwencją takiego sposobu myślenia był groźny wypadek, którego doznał w 1960 roku, gdy wysiadał z tramwaju. Zamiast wysiąść na przystanku pod dworcem, zazwyczaj wyskakiwał z tramwaju wcześniej, tuż pod swoim domem. Niestety ten skok kosztował go utratę władzy w nogach i przykucie do łóżka na osiem ostatnich długich i smutnych lat życia. Tymczasem, jeszcze zanim doszło do wypadku, nad domem Pusłowskiego gromadziły się czarne chmury. Różne instytucje chętnie widziałyby w swoich zbiorach bogatą kolekcję Pusłowskich. Jedną z najbardziej zainteresowanych osób był dawny znajomy hrabiego, Karol Estreicher, po wojnie twórca i dyrektor Muzeum UJ. Już Zygmuntowi Pusłowskiemu bardzo zależało na nierozdzielaniu zbiorów gromadzonych przez cztery pokolenia, co zaznaczył w swoim testamencie, a wizja utworzenia w willi czegoś na kształt gdańskiego Domu Uphagena przyświecała również Ksaweremu. Nie byłoby więc nic dziwnego w decyzji o przekazaniu domu wraz z wyposażeniem na rzecz Muzeum UJ – Pusłowskiego nie było przecież stać na konserwacje i remonty, brakowało mu nawet środków na bieżące potrzeby, nie miał też komu przekazać dziedzictwa – gdyby nie okoliczności przejmowania kolekcji, która uległa niestety częściowemu rozproszeniu. Ale o tych i innych szczegółach historii związanej z pałacem Pusłowskich usłyszycie już podczas Dni Dziedzictwa w maju. Zapraszamy!

Opracowano na podstawie publikacji:
A. Chwalba, Ostatni salon PRL.Rzecz o Franciszku Xawerym hrabim Pusłowskim, Warszawa 2015
A. Chwalba, Pałac Pusłowskich, Kraków 2014
M. M. z Radziwiłłów Franciszkowa Potocka, Z moich wspomnień, Łomianki 2010
B. Schnaydrowa, Krakowskie lata Franciszka Salezego Potockiego i Marii Małgorzaty Potockiej, Rocznik Biblioteki PAN, Kraków 1990
Z. Beiersdorf, Pałac Pusłowskich w Krakowie, Studium z dziejów pałacu-muzeum, „Rocznik Krakowski” 1988, t. 54, http://mbc.malopolska.pl/dlibra/doccontent?id=61489
http://ipsb.nina.gov.pl/a/biografia/franciszek-ksawery-puslowski-1875-1968
„Tajny Detektyw”, R. 4, 1934, nr 15, 8 IV
http://mbc.cyfrowemazowsze.pl/dlibra/publication/36230?tab=1
https://dawny-krakow.blogspot.com/2017/05/kradziony-lotto-detektyw-mimowoli-i.html


CZYTAJ WIĘCEJ O ZABYTKU

Pałac Pusłowskich w Krakowie, fot. J. Nowostawska-Gyalókay, MIK 2018

MAŁOPOLSKI INSTYTUT KULTURY W KRAKOWIE, ul. 28 Lipca 1943 17c, 30-233 Kraków, tel.: +48 12 422 18 84, 631 30 70, 631 31 75, NIP: 675 000 44 88 | Projekt i wykonanie | Polityka prywatności