Przeskocz do treści
16–17 MAJA
23–24 MAJA

Historia pałacu Pusłowskich w Krakowie

Pałac Pusłowskich w Krakowie, fot. K.Schubert MIK 2018

Krakowska siedziba rodu Pusłowskich to miejsce tyleż piękne, co tajemnicze. Może zafascynować zarówno tych, którzy chcą odnaleźć tu pozostałości wspaniałej kolekcji tworzonej przez przedstawicieli kilku znanych rodów, jak i miłośników zagadek kryminalnych oraz mrocznych historii z duchami w tle. Nim do tego dojdziemy, zapoznajmy się jednak z dawnymi mieszkańcami tej malowniczo usytuowanej przy plantach willi.

 

Sawa Pusłowski – ostatni krakowski arystokrata
Hrabia Franciszek Ksawery Pusłowski (18751968), przez rodzinę i przyjaciół najczęściej nazywany pieszczotliwie Sawą, zapisał się w pamięci współczesnych sobie krakowian jako jedna z najbardziej fascynujących osobowości, a nawet „osobliwości” miasta pierwszej połowy XX wieku. Choć przez większość życia z wielką miłością oddawał się przede wszystkim literaturze i ogrodnictwu, to jednak zapamiętany został głównie jako wysokiej rangi dyplomata, kolekcjoner i twórca jednego z najciekawszych salonów Krakowa. A salon ów, zlokalizowany w pięknej willi przy ul. Westerplatte 10 (niegdyś Kolejowej, później Potockiego, a przez chwilę także Stalina), odziedziczonej przez Ksawerego po rodzicach Zygmuncie i Marii z Moszyńskich, trwał – choć trudno w to uwierzyć – aż do późnych lat 60. XX wieku, mimo siermiężnej atmosfery PRL-u. Co więcej, to właśnie w okresie powojennym, mając lat 70, Franciszek Ksawery rozpoczął pierwszą w życiu pracę zarobkową. Doskonała znajomość kilku języków europejskich sprawiła, że mógł zostać tłumaczem, a później lektorem języka angielskiego na krakowskich uczelniach. Warto tu dodać, że w młodości studiował prawo, filozofię i historię sztuki (jednak żadnego z tych kierunków nie ukończył).

Czarkowy – utracone dziedzictwo
Rodzina Pusłowskich dzięki trafnym inwestycjom i przemyślanym mariażom pomnażała majątek przez kilka pokoleń, by wreszcie w 1869 roku dojść do arystokratycznego tytułu hrabich, który przyznał Pusłowskim sam papież Pius IX. Działo się to mniej więcej w czasie, gdy Zygmunt Pusłowski powrócił do Polski z Francji, gdzie się urodził i otrzymał gruntowną edukację. Wkrótce w wyniku podziału majątku Zygmuntowi przypadł w udziale piękny pałac w Czarkowach na Ponidziu wraz z żyznymi polami uprawnymi i kopalnią siarki, która zatrudniała w najlepszych czasach 120 robotników. Pałac ten był w poprzednich wiekach znaczącym ośrodkiem polskiego arianizmu. Za rządów Zygmunta i Marii Pusłowskich Czarkowy stały się nie tylko ulubionym celem wycieczek artystów i intelektualistów zaprzyjaźnionych z rodziną, ale przede wszystkim miejscem, w którym małżonkowie zgromadzili swoje odziedziczone po rodzicach kolekcje dzieł sztuki. Pałac w Czarkowach został spalony w 1914 roku przez wojska rosyjskie, ale na szczęście Pusłowscy zdążyli już wówczas przenieść część kolekcji do swojego drugiego domu w Krakowie.

Willa na Wesołej
Pomimo wielkiego przywiązania do Czarkowów państwo Pusłowscy potrzebowali miejskiej rezydencji, choćby po to, by można stąd było posyłać do szkół dorastających synów. W 1885 roku Zygmunt Pusłowski zdecydował się na zakup willi, którą postanowili dostosować do swoich potrzeb, aby móc w niej zamieszkać i pomieścić wciąż pęczniejące zbiory sztuki. Przebudowy podjęli się architekci Tadeusz Stryjeński i Władysław Ekielski. Powstała zgrabna willa, stylem nawiązująca do genueńskiego renesansu. Gości zachwycała szczególnie wewnętrzna klatka schodowa, gdzie nad dębowymi rzeźbionymi schodami umieszczono kilka gobelinów z kolekcji marszałka Francji, księcia Franciszka de Créqui, zaprojektownych najprawdopodobniej przez Charles’a Le Bruna. Pałacowa jadalnia została wyposażona w gdańskie meble, porcelanę z Delft, kolumny z rozebranej wówczas kamienicy przy Kanoniczej z przełomu XV i XVI wieku, strop z jednej z kamienic przy Małym Rynku i ozdobną kratę, pochodzącą z wileńskiego klasztoru. Bibliotekę wypełniły liczne zabytkowe książki, w tym iluminowane średniowieczne rękopisy i inkunabuły. Kaplicę pałacową ozdobił późnogotycki tryptyk oraz rzeźba nagrobna przedstawiająca matkę Zygmunta, Genowefę z Druckich Lubecką. Na ścianach pałacu zawisły zarówno obrazy znanych mistrzów malarstwa dawnego: Adoracja Dzieciątka Lorenza Lotta, Rzeź niewiniątek Lucasa Cranacha czy Duch ojca ukazujący się Hamletowi Eugéne’a Delacroix, jak i współczesnych Pusłowskim: Jana Matejki, Olgi Boznańskiej, Jacka Malczewskiego, Józefa Mehoffera i wielu innych.

Stary Puś
W kręgach zaprzyjaźnionych z rodziną krążyło wiele anegdot o Zygmuncie Pusłowskim. Jedni mówili, że jest dziwakiem, który wierzy w duchy i je wywołuje, drudzy, że na całe dnie zamyka się w swojej alchemicznej pracowni i nie wiadomo, czym się tam zajmuje. Nic więc dziwnego, że Franciszek Salezy Potocki, właściciel pałacu przy Rynku Głównym w Krakowie, tak oto pisał o okolicznościach śmierci Zygmunta Pusłowskiego:
„Dziwna rzecz się stała w noc śmierci pana Zygmunta Pusłowskiego, starego okultysty, który miał w swym pokoju, napełnionym przeróżnymi starożytnościami, prawdziwego kościotrupa ubranego w kontusz. Kościortup ten miał jakoby różne cuda podczas seansów wyprawiać, ale to było jeszcze przed moim czasem. Wuj Puś był dla mnie zawsze bardzo łaskaw i dużośmy razem gawędzili. Gdy był chory w lecznicy odwiedzałem go stale, a gdy stan się pogorszył, poszliśmy z Agą do lecznicy, by z jego rodziną być obecnymi przy jego ostatnich chwilach. Ale raptem nastąpiło polepszenie i dr Surzycki wszystkich nas poodsyłał do domu, twierdząc, że obawy chwilowo nie ma. Była późna noc, gdy wróciliśmy do domu i po przegryzieniu jakiejś zimnej przekąski już mieliśmy się kłaść do łóżka, kiedy nastąpił bardzo silny, suchy trzask, jakby rozdzieranej dużej sztuki materii jedwabnej. Tak silny, że obudził jedno z naszych dzieci śpiące w sąsiednim pokoju i które jęło płakać. Zaraz pomyśleliśmy – wuj Puś umarł. Poleciałem do lecznicy i w istocie był przed pół godziną skonał. Prawie zupełnie analogiczny fenomen zdarzył się tejże nocy u Etusi Esterhazy”.

W istocie Zygmunt Pusłowski był człowiekiem o dużej wrażliwości, ogromnej erudycji i niezwykle szerokich zainteresowaniach. Kiedy widział potrzebę stawał się mecenasem sztuki, fundował paryskie stypendia dla uczniów Matejki, Wyspiańskiego i Mehoffera, także siostrzeńcowi żony, Karolowi Hubertowi Rostworowskiemu, opłacił studia muzyczne w Lipsku.

Krakowski Arsène Lupin dopuszcza się włamania i kradzieży słynnego obrazu z kolekcji hrabiego Pusłowskiego donosił reportażysta „Tajnego Detektywa”  
Zygmunt za przykładem przodków kolekcjonował dzieła, za to jego syn, jedyny spadkobierca kolekcji (wszyscy jego bracia zmarli przedwcześnie) swoją misję widział w udostępnianiu zbiorów. W latach 30. aż dwukrotnie otwierał swój dom dla publiczności, organizując ciekawe wystawy ze zbiorów własnych oraz zaprzyjaźnionych kolekcjonerów i muzeów. Jednak to nie podczas tych pokazów stracił (na szczęście na krótko) bodaj najcenniejszy z obrazów w swojej kolekcji. Wydarzyło się to w leniwe niedzielne popołudnie 1 października 1933 roku. Stanisław Kania, krakowski introligator ‒ z którego usług od czasu do czasu korzystał Franciszek Ksawery – sam lub w towarzystwie swoich współpracowników, dostał się pod nieobecność właściciela i służby do willi przy ul. Kolejowej. Łupem padł wówczas cenny obraz Adoracja Dzieciątka z 1508 roku, autorstwa weneckiego artysty Lorenza Lotta. Wartość rynkową dzieła szacowano wówczas na niebagatelną sumę 50‒100 tysięcy zł (solidna pensja w II Rzeczpospolitej to ok. 250 zł, a obiad w restauracji można było zjeść już za złotówkę). Złodziej zapewne wiedział, że trudno mu będzie niepostrzeżenie umknąć z obrazem, zatknął go więc w wyłom muru ciągnącego się nieopodal Ogrodu Botanicznego, wzdłuż ul. Okopy. Traf chciał, że trzy tygodnie później przy tym murze odpoczywały dwie robotnice zatrudnione przy likwidacji wałów fortecznych. Jedna z nich, Zofia Berowska, spostrzegła wtedy wystający fragment ramy obrazu i przy pomocy drutu ściągnęła z niej płótno. Obraz zabrała do domu w Zalesiu pod Kobierzynem i powiesiła w izbie nad łóżkiem dzieci. Pół roku później brat Zofii przyjrzał się obrazowi uważniej i postanowił go wycenić. Wraz z matką udał się do jednego z krakowskich antykwariatów, należącego do Saula Horowitza przy ul. Wiślnej w Krakowie. Tam obraz zauważył częsty gość antykwariatu, artysta malarz Stanisław Pochwalski, który doskonale znał hrabiego Pusłowskiego i jego kolekcję. Natychmiast powiadomił właściciela o cudownym odnalezieniu, choć policja była już na tropie zaginionego dzieła. Kilka lat później Franciszek Ksawery podarował ten obraz swojemu chrześniakowi Markowi Rostworowskiemu, a ten odsprzedał je Muzeum Narodowemu w Krakowie.

Ostatnie lata życia Sawy, przejmowanie domu i kolekcji przez Muzeum UJ
Ksawery, mimo swoich 85 lat, nadal prowadził młodzieńczy tryb życia i pewnie w głębi serca nie potrafił się pogodzić ze starością. Konsekwencją takiego sposobu myślenia był groźny wypadek, którego doznał w 1960 roku, gdy wysiadał z tramwaju. Zamiast wysiąść na przystanku pod dworcem, zazwyczaj wyskakiwał z tramwaju wcześniej, tuż pod swoim domem. Niestety ten skok kosztował go utratę władzy w nogach i przykucie do łóżka na osiem ostatnich długich i smutnych lat życia. Tymczasem, jeszcze zanim doszło do wypadku, nad domem Pusłowskiego gromadziły się czarne chmury. Różne instytucje chętnie widziałyby w swoich zbiorach bogatą kolekcję Pusłowskich. Jedną z najbardziej zainteresowanych osób był dawny znajomy hrabiego, Karol Estreicher, po wojnie twórca i dyrektor Muzeum UJ. Już Zygmuntowi Pusłowskiemu bardzo zależało na nierozdzielaniu zbiorów gromadzonych przez cztery pokolenia, co zaznaczył w swoim testamencie, a wizja utworzenia w willi czegoś na kształt gdańskiego Domu Uphagena przyświecała również Ksaweremu. Nie byłoby więc nic dziwnego w decyzji o przekazaniu domu wraz z wyposażeniem na rzecz Muzeum UJ – Pusłowskiego nie było przecież stać na konserwacje i remonty, brakowało mu nawet środków na bieżące potrzeby, nie miał też komu przekazać dziedzictwa – gdyby nie okoliczności przejmowania kolekcji, która uległa niestety częściowemu rozproszeniu. Ale o tych i innych szczegółach historii związanej z pałacem Pusłowskich usłyszycie już podczas Dni Dziedzictwa w maju. Zapraszamy!

Opracowano na podstawie publikacji:
A. Chwalba, Ostatni salon PRL.Rzecz o Franciszku Xawerym hrabim Pusłowskim, Warszawa 2015
A. Chwalba, Pałac Pusłowskich, Kraków 2014
M. M. z Radziwiłłów Franciszkowa Potocka, Z moich wspomnień, Łomianki 2010
B. Schnaydrowa, Krakowskie lata Franciszka Salezego Potockiego i Marii Małgorzaty Potockiej, Rocznik Biblioteki PAN, Kraków 1990
Z. Beiersdorf, Pałac Pusłowskich w Krakowie, Studium z dziejów pałacu-muzeum, „Rocznik Krakowski” 1988, t. 54, http://mbc.malopolska.pl/dlibra/doccontent?id=61489
http://ipsb.nina.gov.pl/a/biografia/franciszek-ksawery-puslowski-1875-1968
„Tajny Detektyw”, R. 4, 1934, nr 15, 8 IV
http://mbc.cyfrowemazowsze.pl/dlibra/publication/36230?tab=1
https://dawny-krakow.blogspot.com/2017/05/kradziony-lotto-detektyw-mimowoli-i.html

Zobacz także