Dom Wincentego Witosa w Wierzchosławicach, fot. K. Schubert, MIK 2018 ©

Kamienica Bujwidów w Krakowie

XX Małopolskie Dni Dziedzictwa Kulturowego. Wolność krzepi
DATA: 26–27 maja 2018
ADRES: ul.Lubicz 34, Kraków

Jeśli tylko zaciekawi Państwa poniższy opis, zapraszamy do odwiedzenia tego ciekawego miejsca w maju podczas Dni Dziedzictwa – będzie to jedyna taka okazja, bowiem muzeum potrzebuje pilnego remontu oraz stałego kustosza i po wydarzeniu jego zwiedzanie po prostu nie będzie możliwe.

Wielkie muzeum w małym pokoju
„Najdziwniejsze to chyba muzeum – na pewno najdziwniejsze w Krakowie. Nie wspominają o nim przewodniki po naszym mieście, nigdzie nie jest oficjalnie cytowane, właściwie trudno się do niego dostać. Jest tabliczka z jego nazwą przy bramie, jest odpowiedni napis na I piętrze przy drzwiach, przez które się do niego wchodzi – ale zaznaczono na tabliczce, że muzeum czynne jest we wtorki jedynie i piątki, i to tylko w godzinach od 16 do 18. Nic dziwnego, mieści się ono bowiem w prywatnym mieszkaniu, którego lokatorzy po prostu pracują, są przez większą część dnia nieobecni – dorośli w pracy, niedorośli w szkołach. A przecież ktoś musi doglądać zbiorów, dbać o nie, odkurzać, zabezpieczać, konserwować i – w razie wizyty obcych – oprowadzać, objaśniać”.

Tak krakowski poeta i prozaik Witold Zechenter pisze w grudniu 1972 roku na łamach „Życia Literackiego” o kolekcji ukrytej w kamienicy przy ul. Lubicz 34. Mija wówczas prawie pięć lat od otwarcia tej placówki – niewielkiej, lecz przechowującej przecież najważniejsze pamiątki po Odonie Bujwidzie, pionierze polskiej bakteriologii i higieny, oraz jego żonie Kazimierze z Klimontowiczów Bujwidowej, wojowniczce o prawa kobiet. I choć samo Muzeum przyjmie imię Odona Bujwida, to przecież właśnie znakomicie prezentuje historię całej rodziny – żony, dzieci i wnucząt, rodziny, która nie tylko zapisze się złotymi zgłoskami na kartach historii miasta Krakowa, ale będzie miała istotny wkład w budowanie nowego państwa, wolnej Polski.

Józef Piłsudski – wódz, przyjaciel, dziadek
30 listopada 1857 roku w małym domku z ogródkiem na wileńskim Antokolu przychodzi na świat Odon Bujwid, syn Feliksa i Berty z Danów. Jeszcze jako dziecko trafia z rodzicami i siostrami do majątku Billewiczów w Zułowie. Tam niezwykle serdeczna pani Maria właśnie wychodzi za mąż za Józefa Wincentego Piłsudskiego. Odtąd rodzina Piłsudskich – a w tym i jeden z synów Marii, także Józef – będą Bujwidowi szczególnie bliscy, co wielokrotnie podkreśla w pisanych przez ostatnich dziesięć lat swojego życia dziennikach zatytułowanych Osamotnienie. W latach 30. zaś włączy się nawet w akcję odbudowy zniszczonego przez pożar Zułowa, by w stosownej chwili podarować dwór ponownie Piłsudskiemu. Śmierć Marszałka przeszkadza jednak w realizacji tego planu. Za to ziemia przywieziona z Zułowa zostanie przez Bujwida (i członków Klubu Rotary, którego Odon jest prezesem) rozsypana na wznoszonym w latach 30. przez krakowian kopcu imienia Marszałka.

Twórcy wystawy muzealnej w kamienicy Bujwidów, Jerzy i Czesław Mostowscy – wnukowie Kazimiery i Odona – poświęcą kącik w swoim niewielkim muzeum także Józefowi Piłsudskiemu.

Piętnastoletni „pan profesor”
Represje po powstaniu styczniowym zmuszają Feliksa Bujwida i jego rodzinę do przeprowadzki do Warszawy. Bujwidowie borykają się z różnymi problemami. Kondycję mentalną rodziny pogarsza śmierć siedmioletniej siostry Odona, Marysi, spowodowana epidemią cholery. Rodzice popadają w narastającą chorobę alkoholową, a Odon próbuje przejąć na siebie ich obowiązki. Z tego powodu dwukrotnie powtarza klasę piątą i aż trzykrotnie szóstą. Wreszcie zostaje usunięty z gimnazjum i do matury musi podchodzić eksternistycznie. Cały ten czas poświęca zarobkowemu nauczaniu innych oraz terminowaniu w zakładzie szewskim. Z lekcjami przychodzi m.in. do swojej przyszłej żony. Sam Odon tak wspomina ten czas:

„Pamiętam, gdy przychodziłem na lekcje do mojej małej Kazi. Zawsze byłaś chętna do nauki, raz tylko, pamiętam, nie chciałaś zejść z huśtawki i nie wiedzieliśmy, jak przełamać Twój upór. Już przyszedł »pan profesor«. Piętnastoletni profesor zdejmował tymczasem z pleców tornister z książkami i siadał, bo najpierw musiał zjeść obiad, który był częściową zapłatą za lekcje, a właściwie dopłatą do czterech rubli miesięcznie. Uczyłem Cię pisać, bo czytać już doskonale umiałaś, mając te pięć lat, gdy zacząłem Ciebie uczyć. Jaka to była miła nauka z tak zdolną i pojętną uczennicą w porównaniu z prawie wszystkimi innymi moimi uczniami, których miałem dość dużo. Musiałem zarabiać jak najwięcej, bo na mój zarobek czekała rodzina – ojciec, matka i dwie małe siostry. Nie wszystko mogłem oddać im, bo trzeba było myśleć i o sobie”.

Zawiązana już wówczas przyjaźń i porozumienie intelektualne z młodszą o dziesięć lat Kazią doprowadzi wreszcie młodych 31 lipca 1886 roku na ślubny kobierzec.

Laborantka, matka i bojowniczka
Pasja zdobywania wiedzy i chęć pogłębiania jej w ramach studiów to na przełomie XIX i XX wieku rzeczy od siebie zupełnie niezależne, jeśli chodzi o ówczesne kobiety. Nie mogą na ziemiach polskich podejmować studiów uniwersyteckich. Swoje naukowe zainteresowania Kazimiera angażuje więc w pomoc mężowi, zostaje jego asystentką. Chloroformuje króliki do szczepienia pasterowskiego, robi badania nad plwociną kilkunastu osób dziennie, bez błędu rozpoznaje po zapachu hodowlę gruźlicy przywiezioną przez męża od Roberta Kocha z Berlina. Jest też współtwórczynią pierwszych poważnych wystąpień męża o bakteriach. Co dzień razem chodzą do swojej pracowni na Wilczej w Warszawie, razem też z niej wracają, a wieczorami, po wykonaniu szeregu badań i szczepień przeciw wściekliźnie, wspólnie słuchają piosenek warszawskiego „Echa” pod batutą Maszyńskiego.

Kazimiera jednak nie poddaje się, jest żądna wiedzy, uczęszcza na zajęcia Uniwersytetu Latającego w Warszawie, a po przeprowadzce do Krakowa w 1893 roku na zajęcia prowadzone w ramach kursów dla kobiet Adriana Baranieckiego. W przerwach między kursami a pracą przychodzą na świat kolejne dzieci: Kazia, Zosia, Jadzia, Staś, Hela i jako ostatni już – Jaś.

Wystarczy też czasu na udział w życiu towarzyskim miasta. Wówczas w każdy pierwszy poniedziałek miesiąca Bujwidowie wydają u siebie przyjęcia, niemal zawsze pojawiają się na nich przyjaciele i zarazem wybitni lekarze, jak Napoleon Cybulski – fizjolog, Bolesław Wicherkiewicz – okulista, Ludwig Rydygier i Alfred Obaliński – chirurdzy, ale także osoby z innych środowisk: Jan Baudouin de Courtenay – językoznawca, Wincenty Lutosławski – filozof, Zygmunt Klemensiewicz – fizyk i chemik. Wpadają też socjaliści: Daszyńscy i Kirkorowie, a także pionierki ruchów kobiecych i oświatowych (same, z partnerkami czy mężami) Maria i Bolesław Wysłouchowie, Maria Turzyma-Wiśniewska, Marcelina Kulikowska, Maria Siedlecka, Maria Dulębianka z przyjaciółką Marią Konopnicką, Cecylia Śniegocka, Stefania Sempołowska oraz młode dziewczęta – przyszłe studentki UJ, przyjaciółki córek. Ale wówczas spotkania będą miały miejsce w soboty.

Kazimiera widzi potrzeby kobiet, które same jeszcze ich nie dostrzegają. Razem z mężem inicjuje powstanie Towarzystwa Gimnazjum Żeńskiego, dzięki którego wysiłkom udaje się w 1896 roku otworzyć pierwsze gimnazjum dla dziewcząt w Krakowie, początkowo w pałacu Larischa, później przy Wolskiej 13. Odon notuje:

„Dużo było roboty. Zaczęliśmy się krzątać koło utworzenia gimnazjum żeńskiego. Nie można było dopuścić, ażeby kobiety nasze nadal nie mogły uczyć się w szkołach wyższych. Skłodowska była smutnym przykładem zmarnowanych dobrych chęci służenia krajowi. Dlaczego rad nie został odkryty w pracowni Witkowskiego, kiedy wszystkie dane były na to, ażeby się to stało tu, a nie we Francji. Polskie nazwisko Skłodowskiej znikło, teraz jest Mme Curie. Musi więc powstać w Krakowie gimnazjum żeńskie. Tworzymy Towarzystwo Gimnazjum Żeńskiego. Członkami założycielami są: Cybulski, Witkowski, adwokat Gross. Dobieramy jako dyrektora Bronisława Trzaskowskiego, pełnego zapału pedagoga emeryta. Trudności piętrzą się, ale oboje z żoną zwalczamy je po kolei. Na jednym zebraniu towarzyskim prof. Rydygier, oburzając się na nasze reformatorskie poglądy w kwestii kształcenia kobiet, powiedział: »Prędzej mi włosy na dłoni wyrosną niż kobiety zaczną w naszym uniwersytecie studiować«. Starania nasze zostały jednak uwieńczone dobrym skutkiem. Gimnazjum zostało otwarte, a do studiów uniwersyteckich dopuszczono cztery (panie). Na jednym z zebrań, gdzie był obecny prof. Rydygier, żona moja poprosiła go o pokazanie dłoni. „A to dlaczego? – Chciałam obejrzeć, czy nie jest owłosiona«”.

Ale to nie koniec pracy. Kazimiera organizuje bezpłatne czytelnie dla kobiet i młodzieży, pomaga dziewczętom w pisaniu podań o prawo do studiowania, angażuje się w walkę o prawo wyborcze dla kobiet i w kampanię wyborczą Marii Dulębianki kandydującej jako pierwsza kobieta do Sejmu. Wreszcie sporo publikuje, m.in. w „Nowej Reformie”, „Sterze”, „Nowym Słowie”.

Krakowianie nie rozumieją jej. Wyprzedza swoją epokę nie o jeden, lecz wiele kroków. Po 1918 roku, rozczarowana ludźmi, całkowicie wycofuje się z życia społecznego.

Fanatyk nauki
Uparty uczeń Odon Bujwid, pomimo wielokrotnego repetowania klas z powodu matematyki, kończy studia medyczne w Warszawie. Za pracę „Badania plwociny w chorobach dróg oddechowych” napisaną jeszcze podczas studiów otrzymuje złoty medal. Opiekę nad zdolnym absolwentem roztacza dr Tytus Chałubiński (sam zmagający się z gruźlicą), umożliwiając mu zagraniczne stypendia. W Berlinie u bakteriologa Roberta Kocha Bujwid odkrywa sposób chemicznego rozpoznawania bakterii cholery, a w Paryżu u prekursora mikrobiologii Louisa Pasteura zapoznaje się ze szczepieniami przeciw wściekliźnie. Za przykładem francuskiego uczonego Bujwid zakłada w Warszawie w 1886 roku pierwszy na ziemiach polskich zakład bakteriologiczny i szczepienia przeciwko wściekliźnie metodą Pasteura, a także zakład badania środków spożywczych. W latach 1883-96 współpracuje z brytyjskimi inżynierami, braćmi Williamem Heerleinem i Josephem Lindleyami, przy budowie warszawskich wodociągów, później krakowskich. Równolegle pracuje nad rozpoznaniem gruźlicy. Po ogłoszeniu pierwszych prac Roberta Kocha o tuberkulinie oznacza, czym ona faktycznie jest, i nadaje jej nazwę, uzupełniając tym samym wynalazcę. W 1883 roku Bujwid zostaje powołany na katedrę higieny Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie. Wkrótce otwiera w mieście swoje pierwsze zakłady higieny i szczepień – najpierw przy ul. Strzeleckiej, a później przy Lubicz 34. Początkowo szczepi przeciwko wściekliźnie oraz zajmuje się wyrobem dopiero co wynalezionej surowicy przeciwdyfterytycznej.  Ale nie ustaje w dalszych badaniach, które będzie prowadził do końca życia.

Epidemie Laboratorium Festungs Krakau
Jest rok 1914. Wojna wisi na włosku. Wiedeńskie ministerstwo spraw wojskowych zleca płk. dr. Odononowi Bujwidowi utworzenie Epidemicznego Laboratorium Twierdzy Kraków. Jednocześnie zawiera z profesorem umowę o dostarczanie dla armii szczepionek przeciwko cholerze i durowi.  W oficynie na I piętrze kamienicy przy ul. Lubicz tworzy pierwszy szpitalik legionowy. Pacjentami opiekuje się córka Bujwidów – wówczas już doktor chirurgii – Zofia Bujwid-Mostowska oraz studenci medycyny: Jadzia Jętkiewiczówna i Wiktor Gosiewski. Ale cała rodzina zatrudniona jest w różnych szpitalach. Jadzia pracuje jako sanitariuszka w tzw. pociągu kąpielowym przy chorych na tyfus plamisty. Wraz z koleżankami pada ofiarą choroby. Do szpitala przyjmuje się lżej rannych, a także legionistów, tu mogą się przespać, zaszczepić, odpocząć.

Wkrótce pojawiają się w Krakowie cierpiący na cholerę jeńcy rosyjscy, którzy zarażają żołnierzy austriackich i ludność cywilną. Bujwid działa błyskawicznie: izoluje chorych, przeprowadza masowe szczepienia zapobiegawcze przeciw cholerze, a także szerzącym się już czerwonce i tyfusowi. Z powodu braku szczepionek na rynku wiedeńskim proponuje komendantowi Twierdzy Kraków von Kukowi użycie szczepionek z własnego zakładu. Wytwarza je na masową skalę, by szczepić żołnierzy we wszystkich fortecznych szpitalach. Epidemia ustaje, ale Bujwid zostaje posądzony o czerpanie horrendalnych dochodów ze szczepionek, choć w rzeczywistości sprzedaje je za cenę trzykrotnie niższą niż zapisano w  umowie z ministerstwem. Zostaje pozbawiony stopnia oficerskiego i zawieszony w funkcji kierownika katedry. Załamuje się. Dopiero Polski Trybunał Oficerski na wiosnę 1920 roku cofa zarzuty i przywraca go do rangi pułkownika Wojska Polskiego. Znów angażuje się w liczne prace, ale na własną prośbę przechodzi na emeryturę.

Otwiera się nowy rozdział w życiu rodziny.

Opracowano na podstawie publikacji:
Odo Bujwid, Osamotnienie, Pamiętnik 1932-1942, Kraków 1990,
oraz artykułów prasowych i materiałów rodzinnych pochodzących z Muzeum Odona Bujwida

Kamienica Bujwidów w Krakowie, fot. K. Schubert, MIK 2018 ©

MAŁOPOLSKI INSTYTUT KULTURY W KRAKOWIE, ul. 28 lipca 1943 17c, 30-233 Kraków, tel.: +48 12 422 18 84, 631 30 70, 631 31 75, NIP: 675 000 44 88 | Projekt i wykonanie | Polityka prywatności